Dokładnie. Zdecydowanie łatwiej zejść z tego świata zjadając nieświeżą baraninę, niż przez edukowanie się, czy uczenie się czegoś, do czego wogóle nie ma się talentu. Małymi krokami, ale widzę, że jednak zaczyna Pan dostrzegać jaką wartość ma ten naturalny - automatyczne udoskanalający zaangażowane strony - proces zwany konkurencją.
Skoro ogólnopolskie Ministerstwo Oświaty tak dobrze działa, to może załóżmy Ministerstwo Żywienia? Czy ma Pan problem z wyborem sklepu, w którym może Pan kupić to, co Panu najlepiej odpowiada?
Albo nie wyraził się Pan jasno, albo ja źle Pana zrozumiałem, ale to nie powód do stwierdzeń na granicy manii prześladowczej.
Ta droga do dobrobytu nie jest teraz spokojna ani w cywilizacji zachodniej, ani w Chinach. Czy Europa i Ameryka Północna się bogacą, czy raczej popadają w długi? Czy Chiny się bogacą, a inne kraje się u nich zadłużają?
//Kiedys jak pojechałem do ruskich, sprzedałem to i tamto to też byłem pan i uważałem że ruskie mają dobrze bo u nich tanio , mnogo i na wszystko ich stać. Tyle że KGB przez kelnera pytało kimsjetesmy i skąd mamy tyle pieniędzy aby zamówić co zamówiliśmy//
Skoro wtedy mylił się Pan co do tego, że u "ruskich" jest tak dobrze, to czy nie może się Pan mylić teraz, co do tego, że w Chinach jest tak źle? Chiny to zupełnie inna kultura niż nasza, może to jest właśnie ich droga do dobrobytu?
Pana komentarze są najbardziej logiczne w tym poście. Tego mi zawsze najbardziej brakuje w komentarzach - logiki i związanej z nią argumentacji. Według mnie zbyt wielu Komentujących uzewnętrznia tutaj swoje flustracje, jest "ciasno zamknięta" w swoich przekonaniach, zamiast otworzyć umysł na to, że Omnibusem to nikt z nas nie jest i może warto poszerzać swoje horyzonty.
> "Niewolnicy są zawsze mniej efektywni od ludzi wolnych, więc nie da się zbudować mocarstwa na bazie pracy niewolniczej."
Tutaj nie mogę się z Panem całkowicie zgodzić. Np. niewolnicy przywożeni do Stanów Zjednoczonych z Afryki mogli przyczynić się w znacznym stopniu do tworzenia potęgi tego kraju. Osobiście jednak nie chciałbym żyć w kraju z dobrobytem wytworzonym w ten sposób. Amerykanom również to się nie podobało.
Myślę, że natura człowieka jest taka, że wcześniej czy później dostrzega korzyści ze współpracy bez wykorzystywania drugiego człowieka. Gorzej, kiedy to niewolnictwo jest zawoalowane podatkami i regulacjami, które uważamy za słuszne dla tzw. "naszego wspólnego dobra".
NIC, NIGDY, ZAWSZE - proszę ostrożnie posługiwać się tymi słowami, bo one mają skrajne znaczenie, a wyrażanie poglądów, które z logiką nie mają zbyt wiele wspólnego, to nie jest raczej domena mężczyzn. Do tematu artykułu Pański i mój komentarz nic nie wnoszą, więc pozostałych komentatorów proszę o ich pominięcie ;)
{{
Cytuję: "...kiedy w większości krajów obowiązywał standard złota.....za pieniądze zarobione w 1800 r. w USA, 100 lat później ciągle można było kupić mniej więcej tyle samo dóbr i usług"- to nie dobrze! Przyjmując, że autor ma rację przytaczając w/w przykład dotyczący USA, można powiedzieć, że była tam stagnacja.
}}
Dlaczego to co Pan nazywa "stagnacją" ma być gorsze od sytuacji, kiedy za pieniądze, które Pan posiada może Pan kupić coraz mniej? Wolałby, żeby w kaju nie panowała "stagnacja" tylko, inflacja? Żeby za pieniądze zarobione w 1800 można było w 1900 kupić mniej? Czy nie dostrzega Pan zalet oszczędzania bez udziału lokat bankowych z oprocentowaniem?
Proponuję oprzeć się na faktach i logice, a nie na stereotypach ekonomicznych. Poniżej link do historycznego zestawienia wartości siły nabywczej dolara amerykańskiego. Proponuję skupić się na 2 okresach, od roku 1800-1900 i od roku 1900-2000:
http://mykindred.com/cloud/TX/Documents/dollar/
W okresie pierwszych stu lat siła nabywcza dolara wzrosła 2 razy. W drugim okresie spadła 20 razy. Dlaczego tak się stało?
> No to ja proponuję drobną zmianę w przepisach: zgodę
> na rozliczanie wszelkich transakcji i w złotówkach i
> w euro. Od razu, od dzisiaj.
Będzie tak jak pisze powyżej Autor. Każda waluta oprócz Państwowej będzie produktem jak każdy inny.
> Ta "teoria normalności" wymaga zlikwidowania większości
> ustaw obecnie obwiązujących w Polsce, a w szczególności
> wszystkich ustaw dotyczących podatków, księgowości i
> finansów.
:) Tak, taka normalność pokazuje, że wszystkie te ustawy nie dość, że są niepotrzebne, to bardzo szkodliwe i kosztowne. Ktoś wcześniej napisał, że obecnie około 1/3 pracujących Polaków pracuje w sektorze publicznym. Jeżeli dołoży się do tego ilość polaków pracujących w sektorze prywantym, ale wykonujących pracę związaną z przepisami niepotrzebnych ustaw, to ile osób można jeszcze do tej 1/3 dodać?
Nawet jeśli zostawimy tą 1/3, to jak sobie pomyślę ile pożytecznych rzeczy, czyli dobrobytu, mogą dodatkowo Polacy wytworzyć, to wiem, że chciałbym żyć właśnie w takim kraju.
> Co to znaczy: "1:1 w stosunku do pieniądza w obiegu"?
Dziękuję za zwrócenie uwagi. Użyłem dziwnego "skrótu myślowego". Nie byłoby kredytów w obecnym rozumieniu. Zamiast:
- kredytów udziela tylko Skarb Państwa i tylko w relacji 1:1 w stosunku do pieniądza w obiegu
powinno być:
- wydatki Skarbu Państwa finansowane są w całości z kredytu inflacyjnego, czyli z podatku, czyli z wyemitowanego pieniądza.
Natomiast pożyczać pieniądze będzie można na dowolnych zasadach zaakceptowanych przez pożyczkobiorcę, ale tylko te pieniądze, które są już wyemitowane. Z czego wynika, że inwestycje kredytowane będzie można realizować tylko przez wydatki Pańtwa, a pożyczka będzie tylko od podmiotów prywatnych.
Postulat konkurencji wielu walut na naszym wewnętrznym rynku jest jak najbardziej zgodny z moimi przekonaniami, jednak na obecnym etapie świadomości reguł powrotu do normalności - zbyt komplikuje zrozumienie ich prostoty. Siła tych reguł jest w:
- naturalnych procesach, na których się opierają
- łatwości ich zrozumienia
- możliwości prawie natychmiastowego ich wprowadzenia
Większość ludzi potrzebuje wiary w Państwo. Proste, a przede wszystkim upraszczające nasze życie zasady łatwiej przekonają ludzi do ich skuteczności i potrzeby wprowadzenia, a o to nam przecież teraz najbardziej chodzi.
Ja to widzę podobnie, jak Autor:
- Skarb Państwa - jedyny emitent inflacyjny.
- kredytów udziela tylko Skarb Państwa i tylko w relacji 1:1 w stosunku do pieniądza w obiegu
- ogólno dostępne wskaźniki (strona internetowa Skarbu Państwa, publiczne elektroniczne tablice):
-- licznik ilości pieniądza w obiegu
-- licznik ilości pieniądza w obiegu w poprzednim roku
-- licznik podatkowego pieniądza wprowadzanego do obiegu w roku aktualnym
-- liczniki przeznaczenia pieniądza wprowadzonego do obiegu w roku aktualnym na konkretne dziedziny
-- (...)
- jawność przychodów i wydatków Skarbu Państwa na każdym kroku
Niech Pan wróci do początku i zauważy, że Autor opowiada się za "powrotem do normalności", a nie budowaniem czegoś nowego. Większość tego, co Autor przedstawia na blogu już funkcjonowało w historii ludzkości i to funkcjonowało dobrze, bo ta normalność to naturalne zjawiska.
Skoro wracamy do normalności, to nie możemy do niej wrócić z normalności tylko z czegoś, co normalne nie jest. Logika to domena męska.
Jeżeli pewne słowa urażają Pana wrażliwość i ma Pan trudności w kontrolowaniu swojego temperamentu, to emocje, które Panem sterują, będą wprowadzały zamieszanie w każdych "szeregach", w których się Pan pojawi i być może za przykładem p. Korwina-Mikke te "szeregi" będą chwilowo zwarte, ale nieliczne i szybko zniechęcające.
Jest opinia, z którą się zgadzam, że prawdziwą przyczyną kryzysu, który się własnie dopiero zaczyna, jest to, że pierwszy raz w historii ludzkości mamy aż taki nadmiar dóbr. Przyczynił się do tego rozwój technologiczny zapoczątkowany jakieś 250 lat temu i wzrost wydajności plonów w rolnictwie (nowe odmiany zbóż i nawozy). Osobną sprawą jest to, że ten nadmiar nie jest realizowany wszędzie równo. Tak jak pisał Autor w poście
http://freedom.nowyekran.pl/post/31055,demokracja-bieda-zawsze
nadmiar ten doprowadził w większości krajów do rozwoju opiekuńczej demokracji, czyli socjaldemokracji.
A teraz tak: jeden człowiek jest "obrotny" lubi organizować, potrafi kierować ludźmi, a drugi jest "optymalny" i wystarczy mu dach nad głową, pełna miska i butelka oraz łóżko wygrzane przez kobietę. Wśród tych obrotnych zdarzają się tacy, którzy uważają, że ta obrotność jest więcej warta niż optymalność i przez to należą im się przywileje. Część Optymalnych się z tym zgadza, inna część - nie. Obrotni dzięki przywilejom mają zapewniony większy dobrobyt. Jednym Obrotnym wystarcza dany poziom dobrobytu, drugim - nie. Ci Obrotni, którzy chcą mieć więcej dobrobytu/przywilejów są obrotni na różne sposoby. Jedni Obrotni uważają, że osiągną docelowy dobrobyt, jeśli jednocześnie zwiększy się dobrobyt Optymalnych, którzy z nimi współpracują. Drudzy Obrotni uważają, że stanie się to, gdy zwiększy się ilość Optymalnych z nimi współpracujących. Obaj mają rację. Który efektywniej osiągnie swój dobrobyt? Ten blog właśnie daje odpowiedź na to pytanie.
Jak i kiedy przekonamy siebie i innych do tego efektywniejszego sposobu?
Nie wszyscy widzą świat przez pryzmat propagandy, wariatów, nonsensów, destrukcji, a na drugim biegunie przez wspólne dobro (jest coś takiego?!) i inne szumne hasła. Człowiek odbiera to co słyszy, widzi (też czyta) przez filtr swoich przekonań. Czy chętnie przyłączyłby się Pan do rewolucji w "słusznej sprawie"?
Chodzi o to, że wcale nie trzeba "odwracać biegu historii", a już na pewno nie siłą! W co to może się przerodzić chyba nie trzeba nikomu podpowiadać. Normalność, o której piszę, jest nierozerwalnie związana z ludzkim egoizmem. Każdy najpierw myśli o sobie i swojej rodzinie. Jeżeli rodzina ma chlubną historię i ją pielęgnuje, to ten egoizm uzewnętrznia się jako dbanie o dobre imię rodu, lokalny patriotyzm, umiłowanie Ojczyzny - jaka część rodaków tak obecnie myśli?
Dlatego tak ważne jest pokazanie w prosty sposób, że obecne systemy polityczne przeszkadzają w rozwoju naturalnych ludzkich skłonności w sposób, który osobisty egoizm przeradza w egozim rodu, kraju...
Teraz każdy myśli, że dba o swój osobisty interes, ale jest to interes wykorzysytwanego nowoczesnego niewolnika. Wierzę, że ludzie chcą sobie to uświadomić, zrozumieć korzyści alternatyw i stanowczo, ale pokojowo pokazać, że wybrana alternatywa ma być wprowadzona.
Ogrom tych potrzeb to wydatki socjalne. Sami efektywniej wydajemy swoje pieniądze. Normalne Państwo niech zajmie się profesjonalnie dziedzinami, w których jest niezastąpione. Odsyłam do komentarza:
http://freedom.nowyekran.pl/post/34518,istnieje-podatek-doskonaly-fenomen-inflacji#comment_264401
W moim (i nie tylko) przekonaniu Normalne Państwo działa dużo efektywniej od obecnego. Proszę spojrzeć na aktualny rozkład wydatków naszego Państwa. Jaka część z nich jest przeznaczana na zapewnienie bezpieczeństwa fizycznego Polaków, a jaka na obsługę długów i świadczeń socjalnych?
Podany przez Pana dodrukowany podatek w wysokości 27% byłby jak najbardziej możliwy do wystąpienia np. w przypadku działań wojennych prowadzonych na szeroką skalę lub klęski żywiołowej obejmującej ogromny obszar naszego kraju. Koszt takich wydarzeń ponosi się w każdym systemie podatkowym.
Nie żyjemy niestety w normalnym kraju. Nie jesteśmy też niestety wyjątkiem na tle krajów bliskich i dalekich. Rozumiem, że to co ja rozumiem przez normalność może nie być tym samym dla Pana. Proszę jednak zwrócić uwagę na tytuł przewodni tego bloga.
> "Głównym założeniem deflacji, jest sprawiedliwe korzystanie z postępu technicznego i cywilizacyjnego przez ogół ludzkości."
Dokładnie. Przy deflacji postęp techniczny i cywilizacyjny powoduje wzrost dobrobytu (bogactwa), który jakby automatycznie rozkłada się na wszystkich ludzi, nawet na tych, którzy wolą pracować mniej i żyć na niższym poziomie.
> "Inflacja jako podatek najbardziej mnie irytuje, licząc mój koszyk na poziom 7% tzn. że o tyle co roku biednieję. Musiałbym co dwa lata dostawać 14% podwyżki, co jest niewykonalne."
Inflacja jako podatek nie oznacza, że inflacja wystapi też na rynku. Używam tutaj słowa inflacja dla określenia dwóch zjawisk, czyli dodruku pieniądza jako podatek oraz wzrostu cen na rynku z uwagi na większą podaż pieniądza, który wydrukowano. Jeżeli niezbędny do funkcjonowania Normalnego Państwa podatek będzie wymagał dodrukowania rocznie 7% dostępnego pieniądza, a ilość dóbr wytworzonych w tym samym czasie wzrośnie o 10%, to i tak w rezultacie wystapi deflacja -3%.
Dokładnie o tym pisze Autor w poście:
http://freedom.nowyekran.pl/post/34518,istnieje-podatek-doskonaly-fenomen-inflacji
Różnica między obecnym "drukowaniem" i pobieraniem podatku a ewentualnym samym "drukowaniem" jest taka, że odchodzi nam koszt pobierania podatku czyli spora ilość urzędników, a dodatkowo Ci urzędnicy przejdą do sektora prywatnego wytwarzając potrzebne produkty, czyli dobrobyt, przyczyniając się tym samym do deflacji i wzrostu oszczędności.
Osobną, ale też ważną sprawą jest wyłączenie z zadań Państwa większości spraw, w tym obsługi socjalnej: zasiłki, dodatki, renty, emerytury itp. Oczywiście z niezbędnym okresem przejściowym, kiedy to emerytom, ewentualnie rencistom, Państwo będzie dostarczać obiecane świadczenia.
Nie może być utopią coś, co ma jedynie za zadanie stanowić pewien wzór, do którego się dąży.
System oparty ma deflacji ma oznaczać jedynie brak niesprawiedliwego "dodruku" pieniądza. W kolejnej notce Autor przedstawia jak za pomocą inflacyjnego "dodruku" stworzyć idealny system pobierania podatków. Np. w przypadku wojen czy katastrof obywatele Państwa pewnie również zgodziliby się na taki "dodruk" podatkowy.
Problemem jest jedynie świadomość korzyści z takiego rozwiązania wśród wystarczającej liczby obywateli Państwa (co wymusi jego wpro wadzenie) i zabezpieczenie przed nadużyciami (o wiele mniej możliwymi niż obecnie).
Nie może być utopią coś, co już działało. Poniżej link do historycznego zestawienia wartości siły nabywczej dolara amerykańskiego. Proponuję skupić się na 2 okresach, od roku 1800-1900 i od roku 1900-2000:
http://mykindred.com/cloud/TX/Documents/dollar/
W okresie pierwszych stu lat siła nabywcza dolara wzrosła 2 razy. W drugim okresie spadła 20 razy. Dlaczego tak się stało?
Dokładnie. Zdecydowanie łatwiej zejść z tego świata zjadając nieświeżą baraninę, niż przez edukowanie się, czy uczenie się czegoś, do czego wogóle nie ma się talentu. Małymi krokami, ale widzę, że jednak zaczyna Pan dostrzegać jaką wartość ma ten naturalny - automatyczne udoskanalający zaangażowane strony - proces zwany konkurencją.
Ta droga do dobrobytu nie jest teraz spokojna ani w cywilizacji zachodniej, ani w Chinach. Czy Europa i Ameryka Północna się bogacą, czy raczej popadają w długi? Czy Chiny się bogacą, a inne kraje się u nich zadłużają?
Skoro wtedy mylił się Pan co do tego, że u "ruskich" jest tak dobrze, to czy nie może się Pan mylić teraz, co do tego, że w Chinach jest tak źle? Chiny to zupełnie inna kultura niż nasza, może to jest właśnie ich droga do dobrobytu?
> "Niewolnicy są zawsze mniej efektywni od ludzi wolnych, więc nie da się zbudować mocarstwa na bazie pracy niewolniczej."
Tutaj nie mogę się z Panem całkowicie zgodzić. Np. niewolnicy przywożeni do Stanów Zjednoczonych z Afryki mogli przyczynić się w znacznym stopniu do tworzenia potęgi tego kraju. Osobiście jednak nie chciałbym żyć w kraju z dobrobytem wytworzonym w ten sposób. Amerykanom również to się nie podobało.
Myślę, że natura człowieka jest taka, że wcześniej czy później dostrzega korzyści ze współpracy bez wykorzystywania drugiego człowieka. Gorzej, kiedy to niewolnictwo jest zawoalowane podatkami i regulacjami, które uważamy za słuszne dla tzw. "naszego wspólnego dobra".
Cytuję: "...kiedy w większości krajów obowiązywał standard złota.....za pieniądze zarobione w 1800 r. w USA, 100 lat później ciągle można było kupić mniej więcej tyle samo dóbr i usług"- to nie dobrze! Przyjmując, że autor ma rację przytaczając w/w przykład dotyczący USA, można powiedzieć, że była tam stagnacja.
}}
Dlaczego to co Pan nazywa "stagnacją" ma być gorsze od sytuacji, kiedy za pieniądze, które Pan posiada może Pan kupić coraz mniej? Wolałby, żeby w kaju nie panowała "stagnacja" tylko, inflacja? Żeby za pieniądze zarobione w 1800 można było w 1900 kupić mniej? Czy nie dostrzega Pan zalet oszczędzania bez udziału lokat bankowych z oprocentowaniem?
Proponuję oprzeć się na faktach i logice, a nie na stereotypach ekonomicznych. Poniżej link do historycznego zestawienia wartości siły nabywczej dolara amerykańskiego. Proponuję skupić się na 2 okresach, od roku 1800-1900 i od roku 1900-2000:
http://mykindred.com/cloud/TX/Documents/dollar/
W okresie pierwszych stu lat siła nabywcza dolara wzrosła 2 razy. W drugim okresie spadła 20 razy. Dlaczego tak się stało?
http://freedom.nowyekran.pl/post/31609,dwie-swinie-i-kon-fenomen-deflacji#comment_264499
> na rozliczanie wszelkich transakcji i w złotówkach i
> w euro. Od razu, od dzisiaj.
Będzie tak jak pisze powyżej Autor. Każda waluta oprócz Państwowej będzie produktem jak każdy inny.
> Ta "teoria normalności" wymaga zlikwidowania większości
> ustaw obecnie obwiązujących w Polsce, a w szczególności
> wszystkich ustaw dotyczących podatków, księgowości i
> finansów.
:) Tak, taka normalność pokazuje, że wszystkie te ustawy nie dość, że są niepotrzebne, to bardzo szkodliwe i kosztowne. Ktoś wcześniej napisał, że obecnie około 1/3 pracujących Polaków pracuje w sektorze publicznym. Jeżeli dołoży się do tego ilość polaków pracujących w sektorze prywantym, ale wykonujących pracę związaną z przepisami niepotrzebnych ustaw, to ile osób można jeszcze do tej 1/3 dodać?
Nawet jeśli zostawimy tą 1/3, to jak sobie pomyślę ile pożytecznych rzeczy, czyli dobrobytu, mogą dodatkowo Polacy wytworzyć, to wiem, że chciałbym żyć właśnie w takim kraju.
Dziękuję za zwrócenie uwagi. Użyłem dziwnego "skrótu myślowego". Nie byłoby kredytów w obecnym rozumieniu. Zamiast:
- kredytów udziela tylko Skarb Państwa i tylko w relacji 1:1 w stosunku do pieniądza w obiegu
powinno być:
- wydatki Skarbu Państwa finansowane są w całości z kredytu inflacyjnego, czyli z podatku, czyli z wyemitowanego pieniądza.
Natomiast pożyczać pieniądze będzie można na dowolnych zasadach zaakceptowanych przez pożyczkobiorcę, ale tylko te pieniądze, które są już wyemitowane. Z czego wynika, że inwestycje kredytowane będzie można realizować tylko przez wydatki Pańtwa, a pożyczka będzie tylko od podmiotów prywatnych.
- naturalnych procesach, na których się opierają
- łatwości ich zrozumienia
- możliwości prawie natychmiastowego ich wprowadzenia
Większość ludzi potrzebuje wiary w Państwo. Proste, a przede wszystkim upraszczające nasze życie zasady łatwiej przekonają ludzi do ich skuteczności i potrzeby wprowadzenia, a o to nam przecież teraz najbardziej chodzi.
Ja to widzę podobnie, jak Autor:
- Skarb Państwa - jedyny emitent inflacyjny.
- kredytów udziela tylko Skarb Państwa i tylko w relacji 1:1 w stosunku do pieniądza w obiegu
- ogólno dostępne wskaźniki (strona internetowa Skarbu Państwa, publiczne elektroniczne tablice):
-- licznik ilości pieniądza w obiegu
-- licznik ilości pieniądza w obiegu w poprzednim roku
-- licznik podatkowego pieniądza wprowadzanego do obiegu w roku aktualnym
-- liczniki przeznaczenia pieniądza wprowadzonego do obiegu w roku aktualnym na konkretne dziedziny
-- (...)
- jawność przychodów i wydatków Skarbu Państwa na każdym kroku
Skoro wracamy do normalności, to nie możemy do niej wrócić z normalności tylko z czegoś, co normalne nie jest. Logika to domena męska.
Jeżeli pewne słowa urażają Pana wrażliwość i ma Pan trudności w kontrolowaniu swojego temperamentu, to emocje, które Panem sterują, będą wprowadzały zamieszanie w każdych "szeregach", w których się Pan pojawi i być może za przykładem p. Korwina-Mikke te "szeregi" będą chwilowo zwarte, ale nieliczne i szybko zniechęcające.
http://freedom.nowyekran.pl/post/31055,demokracja-bieda-zawsze
nadmiar ten doprowadził w większości krajów do rozwoju opiekuńczej demokracji, czyli socjaldemokracji.
A teraz tak: jeden człowiek jest "obrotny" lubi organizować, potrafi kierować ludźmi, a drugi jest "optymalny" i wystarczy mu dach nad głową, pełna miska i butelka oraz łóżko wygrzane przez kobietę. Wśród tych obrotnych zdarzają się tacy, którzy uważają, że ta obrotność jest więcej warta niż optymalność i przez to należą im się przywileje. Część Optymalnych się z tym zgadza, inna część - nie. Obrotni dzięki przywilejom mają zapewniony większy dobrobyt. Jednym Obrotnym wystarcza dany poziom dobrobytu, drugim - nie. Ci Obrotni, którzy chcą mieć więcej dobrobytu/przywilejów są obrotni na różne sposoby. Jedni Obrotni uważają, że osiągną docelowy dobrobyt, jeśli jednocześnie zwiększy się dobrobyt Optymalnych, którzy z nimi współpracują. Drudzy Obrotni uważają, że stanie się to, gdy zwiększy się ilość Optymalnych z nimi współpracujących. Obaj mają rację. Który efektywniej osiągnie swój dobrobyt? Ten blog właśnie daje odpowiedź na to pytanie.
Jak i kiedy przekonamy siebie i innych do tego efektywniejszego sposobu?
Chodzi o to, że wcale nie trzeba "odwracać biegu historii", a już na pewno nie siłą! W co to może się przerodzić chyba nie trzeba nikomu podpowiadać. Normalność, o której piszę, jest nierozerwalnie związana z ludzkim egoizmem. Każdy najpierw myśli o sobie i swojej rodzinie. Jeżeli rodzina ma chlubną historię i ją pielęgnuje, to ten egoizm uzewnętrznia się jako dbanie o dobre imię rodu, lokalny patriotyzm, umiłowanie Ojczyzny - jaka część rodaków tak obecnie myśli?
Dlatego tak ważne jest pokazanie w prosty sposób, że obecne systemy polityczne przeszkadzają w rozwoju naturalnych ludzkich skłonności w sposób, który osobisty egoizm przeradza w egozim rodu, kraju...
Teraz każdy myśli, że dba o swój osobisty interes, ale jest to interes wykorzysytwanego nowoczesnego niewolnika. Wierzę, że ludzie chcą sobie to uświadomić, zrozumieć korzyści alternatyw i stanowczo, ale pokojowo pokazać, że wybrana alternatywa ma być wprowadzona.
http://freedom.nowyekran.pl/post/34518,istnieje-podatek-doskonaly-fenomen-inflacji#comment_264401
Podany przez Pana dodrukowany podatek w wysokości 27% byłby jak najbardziej możliwy do wystąpienia np. w przypadku działań wojennych prowadzonych na szeroką skalę lub klęski żywiołowej obejmującej ogromny obszar naszego kraju. Koszt takich wydarzeń ponosi się w każdym systemie podatkowym.
Dokładnie. Przy deflacji postęp techniczny i cywilizacyjny powoduje wzrost dobrobytu (bogactwa), który jakby automatycznie rozkłada się na wszystkich ludzi, nawet na tych, którzy wolą pracować mniej i żyć na niższym poziomie.
> "Inflacja jako podatek najbardziej mnie irytuje, licząc mój koszyk na poziom 7% tzn. że o tyle co roku biednieję. Musiałbym co dwa lata dostawać 14% podwyżki, co jest niewykonalne."
Inflacja jako podatek nie oznacza, że inflacja wystapi też na rynku. Używam tutaj słowa inflacja dla określenia dwóch zjawisk, czyli dodruku pieniądza jako podatek oraz wzrostu cen na rynku z uwagi na większą podaż pieniądza, który wydrukowano. Jeżeli niezbędny do funkcjonowania Normalnego Państwa podatek będzie wymagał dodrukowania rocznie 7% dostępnego pieniądza, a ilość dóbr wytworzonych w tym samym czasie wzrośnie o 10%, to i tak w rezultacie wystapi deflacja -3%.
http://freedom.nowyekran.pl/post/34518,istnieje-podatek-doskonaly-fenomen-inflacji
Różnica między obecnym "drukowaniem" i pobieraniem podatku a ewentualnym samym "drukowaniem" jest taka, że odchodzi nam koszt pobierania podatku czyli spora ilość urzędników, a dodatkowo Ci urzędnicy przejdą do sektora prywatnego wytwarzając potrzebne produkty, czyli dobrobyt, przyczyniając się tym samym do deflacji i wzrostu oszczędności.
Osobną, ale też ważną sprawą jest wyłączenie z zadań Państwa większości spraw, w tym obsługi socjalnej: zasiłki, dodatki, renty, emerytury itp. Oczywiście z niezbędnym okresem przejściowym, kiedy to emerytom, ewentualnie rencistom, Państwo będzie dostarczać obiecane świadczenia.
System oparty ma deflacji ma oznaczać jedynie brak niesprawiedliwego "dodruku" pieniądza. W kolejnej notce Autor przedstawia jak za pomocą inflacyjnego "dodruku" stworzyć idealny system pobierania podatków. Np. w przypadku wojen czy katastrof obywatele Państwa pewnie również zgodziliby się na taki "dodruk" podatkowy.
Problemem jest jedynie świadomość korzyści z takiego rozwiązania wśród wystarczającej liczby obywateli Państwa (co wymusi jego wpro wadzenie) i zabezpieczenie przed nadużyciami (o wiele mniej możliwymi niż obecnie).
Nie może być utopią coś, co już działało. Poniżej link do historycznego zestawienia wartości siły nabywczej dolara amerykańskiego. Proponuję skupić się na 2 okresach, od roku 1800-1900 i od roku 1900-2000:
http://mykindred.com/cloud/TX/Documents/dollar/
W okresie pierwszych stu lat siła nabywcza dolara wzrosła 2 razy. W drugim okresie spadła 20 razy. Dlaczego tak się stało?